Morderczy lot

 

Lot poranny był na szóstą rano. Szybka kalkulacja dała wynik pobudki o 2:00 w nocy. To już taka mała śmierć dla człowieka, który normalnie wstaje około godziny 10:00. Wpierw pomyślałem, że w ogóle nie pójdę spać i będę sprytny xD ale koło 23 poczułem, że gówno z tego będzie i zdecydowałem się jednak uciąć komara. Co dało 3 godziny snu, więc super pomysł kurwo. Ale dobra, zdarzało się i tak, damy radę.

Budzik dzwoni. Już wiem, że jest ciężko. Spacer z psem. Deszcz. Pizga. Pies sra. Załatwione, jedna rzecz z głowy, idzie gładko. Prysznic. Dupa czysta, doskonale. Spakowany byłem wcześniej, więc jestem zwarty i gotowy. Taxi zajechało. Na Szopena poproszę, radośnie oświadczam. Pan mówi "proszę" i to wszystko, co od niego słyszę aż do "do widzenia", gdy wychodzę na lotnisku. Byłem odprawiony online, więc wyjebane na plebs w kolejce xD idę do innej kolejki xD

Wciąż wszystko sprawnie. Nie mogę uwierzyć, że tak doskonale wszystko idzie. Na bramkach mnie skanują i bebeszą bagaż. Oczywiście – dezodorant. Powyżej 100ml. Specjalnie czytałem czy mogę brać i na jakiejś bieda stronie pisało, że w aerozolu dezodoranty można zabierać. Ale jak widać nie, nowa nieotwarta Nivea men trafia do kosza (oczywiście pan ma rękawiczki żeby nie złapać syfa z mojej torby). Na bramce nie podoba się komuś mój aparat ze statywem oraz power bank do telefonu. XXI wiek ale takie rzeczy wciąż szokują celników. Ale idę dalej.

Lot. Ledwo siedzę, kręgosłup pęka, szyja sztywnieje. Nogi zmiażdżone. Wizzair niby taki fajny, ale klasa rajanera albo gorzej. Chociaż nie, od rajanera nie ma większej lotniczej biedy. 2,5h lotu to dla mnie wyrok, a głównie dla moich pleców i kolan. Ale chuj, daję radę. Wychodzę na lotnisku w obcym kraju. Gdzie mój rzekomy, prywatny kierowca? Dostaję sms – kierowca już na Ciebie czeka! Pędzę, jak pojebany. Okazuje się, że lotnisko jest w budowie, wszędzie koparki, przejścia, kraty i w chuj ludzi. Czuję, że zraszam się potem. Biegnę na stanowisko z taxi. Nie widzę nikogo. Pytam się w budce korporacji, która miała mnie zabrać. Pani w hidżabie oświadcza mi, że kierowca wyszedł po mnie i czeka na lotnisku. KURWA NA CHUJ, ale dobra, biegnę. Szukam kogoś, kto szuka kogoś. Jest, koleś z tabliczką Grzegorz Andrzej Dakann Barański. Chuj, że z ksywą, ale po co drugie imię? Wstyd. Koleś jest czarny jak heban, uprzejmy jakby właśnie spierdolił z Syrii i wszystkim za to dziękuję. Jedziemy jego Fordem Galaxy.

Docieramy do hotelu i tutaj zaczyna się zupełnie inna historia, którą opowiem innym razem. Ale po całej tej przygodzie, czas na powrót. W Polsce dostałem rozpiskę, samochód powrotny zabierze mnie o 17:00. Okazało się, że ktoś się jebnął i auto będzie jednak o 17:50. Chuj, 50 minut w lobby jakoś przeżyję, przynajmniej mam kibel żeby się wysrać po lasagni wołowej, którą dawali na lunchu xD Auto zajeżdża, tym razem rasowy angol. Słowny asceta – dla mnie spoko. W aucie zaczynam już przysypiać, zmęczenie daje się we znaki (poprzedniego dnia, wieczorem miałem jeszcze after po gali Grand Video Awards, także byłem lekko zmęczony). Ale spać nie można, bo wywiozą Polaka na nerki albo coś xD

Lotnisko – burdel jak poprzednio, ale teraz ludzi jest 10 razy tyle. Piąteczek daje o sobie znać. Dobra: bramka, bramka, karta, dokumenty spoko, idziemy. Chuj, odlot za 2 godziny, to se poczekam hehe. Info o gejcie powinno już być, ale wciąż pokazuje, że gejt nieznany. Zaczyna się nerwówa, Polaczki koło mnie zaczynają mówić o spisku i że to specjalnie na lot dla Polaków. Tak jakby Anglicy chcieli żebyśmy zostali w ich kraju, jasne xD 5 minut do zamknięcia gejta, dopiero wskakuje informacja o numerze gejta, kurwa cyrk. Biegniemy tłumem Polszy, jak husaria z bagażami. Wszyscy spierdalają, wchodzimy w gejty, jak Mojżesz przez morze. A tu taki chuj, nagle zmiana gejta xDDDD Tłum wkurwionych Polaków zmienia kierunek niczym wielka gąsienica i zapierdala dalej. Docieramy. Do odlotu 20 minut. Okazuje się, że gejt jest zepsuty xD Już trochę kisnę, ale dobra. Cierpliwość to cnota, tak? Babeczka o urodzie Drizzta Do`Urdena sprawdza w tłumie karty pokładowe. Nagle, jej brązowe oczy wlepiają się w mój bagaż (przypominam, mała walizka klasy rajanera). Przemawia do mnie angielskim, że bagaż jest za duży. CO KURWO XD Mówię, że nie, bo leciałem z nim dziś rano, tą samą linią. Mówi, że za duży. Mówię, że to rozmiar rajanera, malutki. Ona mówi, że to Wizzair, NO JAKBYM KURWA NIE WIEDZIAŁ, ale dzięki za zrobienie ze mnie debila. Okazuje się, że bagaż jest o 2cm za duży. W Polsce mieli na to wyjebane, w Anglii już nie – dopłata 40 funtów xD Pomijając fakt, że za cały ten wyjazd nie dostałem ani złotówki i teraz dopłacam jeszcze do imprezy. ŻYCIE JUTUBERA.

Dobra, czekam. Oczywiście na końcu kolejki, bo mnie suka cofnęła. Dzięki. Gejt wciąż zjebany. Czas odlotu już minął, także opóźnienie będzie motzne. W końcu ładują nas na pokład. Miejsce koło okna, tyle wygrać. Ale na kolana już nie ma miejsca. Przysypiam co 5 minut, ale głowa spierdala mi się na fotel naprzeciwko. 1,20h opóźnienia, jestem po 1:00 w nocy w Warszawie. Bierę taxę, 2 taryfa, kolejne 70zł na Bielany. Jestem w domu, 26h później. Robię sobie kanapkę, oglądam serial, biorę prysznic i idę spać. Zasypiając myślę o tym, że napiszę dziś ten tekst. No i gotowe.

Grzegorz Barański

03.11.2016 10:03

Komentarze

Nie ma jeszcze komentarzy.

Wgraj plik


Prześlij plik z komputera.
Niniejszym potwierdzasz, że posiadasz wszelkie niezbędne prawa do publikowanych przez Ciebie materiałów. W przypadku gdy dojdzie do złamania przez Ciebie praw osób trzecich lub publikowane materiały będą szkodliwe dla dzieci, zastrzegamy sobie prawo ich usunięcia w każdym momencie.

Zrób zdjęcie


Edytuj wideo


Dodaj komentarz


Zgłoś komenatrz


Czy naprawdę chcesz zgłosić ten komentarz jako nieodpowiedni?


cancelaboheader


cancelabotext


Szukaj



Subskrybuj kanał


Otrzymujesz powiadomienia o publikacji nowych filmów.



Czy na pewno chcesz to usunąć?

zaloguj się na urządzeniu mobilnym


Odwiedź