Kradziony humor, czyli gdzie szukać inspiracji

 

Kradziony humor, czyli gdzie szukać inspiracji


Jednym z podstawowych pytań, jakie padają w prawie każdym wywiadzie, którego dane mi było udzielać, zawsze pojawia się to jedno, nieśmiertelne – skąd bierzesz inspirację?

Samo pytanie wciąż mnie bawi, jak również sam fakt, że ktoś uważa to, co piszę za warte aż tak wielkiej uwagi, analizy czy wręcz uchylenia rąbka tajemnicy. W środku zawsze trochę kisnę, ale zawsze zachowuję kamienną twarz i odpowiadam z pewnością siebie godną studenta prawa, mówiącego o tym, że studiuje prawo, że tym źródłem jest POPKULTURA. To jedno słowo najczęściej zamyka usta osobie pytającej, która jedynie kiwa głową w iluzorycznej formie zrozumienia i rusza z pytaniami dalej. Nikt jednak nie zatrzymuje się przy tym stwierdzeniu na dłużej i nie pyta o szczegóły – jaka popkultura? Konkrety!

Tak więc dziś postaram się naświetlić źródła, będące dla mnie nieskończoną inspiracją przy pisaniu scenariuszy, tekstów, skeczy, gagów i innych, pseudo humorystycznych scenek, które podobno tak "bawią" internetową gawiedź. Nim jednak przejdę do wymieniania kolejnych pozycji, trzeba podkreślić jedno – nie ma już NICZEGO ORYGINALNEGO. Wszystko w sferze humoru zostało już opowiedziane. Każdy żart rozebrany na czynniki pierwsze, został już użyty w każdej możliwej formie. Nowe są właściwie tylko suchary.

Czasy inteligentnego, chamskiego, obrazoburczego, wyzywającego, prostackiego czy choćby głupkowatego humoru są według mnie zakończone. Dziś jedynie w dokładniejszy sposób powielamy schematy, tak jak powieści czy filmy o superbohaterach powielają etosy rycerskie, mity greckie czy legendy zakorzenione w folklorze. Skoro już wiemy, że wszystko co możliwe zostało opowiedziane, nie zostaje nic innego, jak wejść w tę popkulturową zupę i zacząć łowić elementy do siebie pasujące, spójne lub kontrastowe i zacząć budować coś swojego. Kreatywność to nic innego, jak sprytne ukrywanie źródeł.

Przejdźmy więc do konkretów czyli pozycji, które są świetną bazą wyjściową na inspirację w pisaniu skeczy, scenek czy dowcipów.

Robin Williams Stand Up oraz Eddie Murphy: Raw

Dwie legendy stand-upu, które nie bały się mieszać inteligentnego dowcipu z prostackim, ale prawdziwie ludzkim humorem. O ile Eddie poruszał często kwestie rasowe i mówił o nich mocno i dosadnie, tak Robin skupiał się na przyziemnych bolączkach zwykłych ludzi, życiowych sytuacjach i politycznych agendach. Obaj wiercili dziurę w brzuchu praktycznie każdemu, bowiem nie było jednostki, grupy czy narodu, któremu by się nie oberwało. Humor mocno amerykański, ale bardzo uniwersalny.

George Carlin

Carlin był unikatem i według mnie stworzył swój własny, niepodrabialny styl, który najprościej nazwać filozofią w żarcie. Komik miał dar odpowiadania na teoretycznie trudne pytania za pomocą żaleznej, mocnej logiki okraszonej niewybrednym, wręcz agresywnym żartem. Odnosił się do wiary w Boga, życia po życiu, polityki, kondycji społeczeństwa, rasizmu, ksenofobii, biedy i wszystkiego, co teoretycznie nie powinno mieć miejsca w komedii. Jego skecze to kopalnia humoru zmuszającego do myślenia. Momentami to bardziej wykłady filozoficzne tyle, że ubarwione ostrym bardzo subiektywnym komentarzem Carlina.

Benny Hill

Telewizyjna legenda, która dziś może lekko żenować swoim slapstickowym żartem, ale nie bądźmy ślepi na humorystyczny geniusz Bennego. Humor obecny w jego kultowym show ma dwie znamienne cechy – prostota i lekkość. Jego żarty są dosłowne, ale wymagają bardzo prostego rachunku logicznego dzięki czemu są niezwykle uniwersalne. Każda szanująca się komedia musi posiadać choć kilka procent takich żartów. Jednych może nie śmieszyć żart o murzynach, innych nie rozbawi skomplikowana metafora odnoszaca się do morderczego królika z Monty Pythona. Każdego jednak, niezależnie od wieku, rozbawi tort lądujący na czyjejś twarzy, czy gość z drabiną na ramieniu, który odwracając się nieustannie zdziela kolegów po głowie. Benny udowodnił, że humor Chaplina czy Flip i Flapa jest wciąż obecny i będzie bawił ludzi do końca życia. Warto o tym pamiętać.

Family Guy

Seth MacFarlane stworzył telewizyjne show, które zanegowało wszystkie, ówczesne reguły rządzące animowaną rozrywką, a w szczególności jedną z nich – kreskówki są tylko dla dzieci. Dziś przygody Stewiego, Peter'a, Briana czy Meg nie bawią może już tak bardzo, jak pamiętne sezony 5-9, ale wciąż potrafią wetknąć szpilę tam gdzie trzeba. Family Guy robi dokładnie to o czym piszę w tym artykule – garściami czerpie z popkultury światowej i przerabia ją na własny użytek, korzystając z takich narzędzi jak: groteska, wypaczenie, krytyka, wyśmianie czy zwyczajna uszczypliwość. Ogromna ilość scenek opiera się na ogranych schematach, ale mimo to nie nudzi. Dalsze produkcje i formaty Setha nie rzucają już na kolana, ale Family Guy będzie zawsze czymś, do czego warto wrócić, gdy w głowie brakuje pomysłów.

Scrubs

Ten serial wymieniam zawsze i wszędzie, z jednej przyczyny – nie znam lepszej mieszanki humoru z dramatem obyczajowym. Oczywiście, byli Przyjaciele a później Jak poznałem Waszą matkę, ale ani jedno ani drugie nie miało w sobie pazura realizmu. Przygody młodego doktora, który boryka się z ekipą równie oryginalnych co on postaci, miały w sobie mnóstwo wątków pełnych lekkiej, niewymuszonej zadumy czy zwykłej refleksji. Zaraz obok żartu - stał dramat, obok skeczu – smutna, życiowa prawda. Wachlarz humoru jest w Scrubsach ogromny – od żartów pokroju wspomnianych wcześniej tortów na twarzy, poprzez inteligentne dialogi, na humorystycznych musicalach kończąc.


Kaczor Donald (komiks)

Całe moje pokolenie wychowało się na przygodach Kaczora i jego siostrzeńców. Kaczor Donald który lądował w każdą środę w kiosku był wyrocznią poprawnego żartu. Próżno szukać tam mocnych dowcipów czy ostrego humoru. Znajdziecie tam natomiast świetne historie w konwencji komediowej, które pokazują, jak dobrze można ubarwić każdy gatunek (sensacja, przygoda) dawką prostego, ale nie głupiego dowcipu. Dziś sięganie po Giganty może wydawać się dziecinne, ale spróbujcie – przeczytajcie losową historię i przekonacie się, że wciąż są wciągające, choć przewidywalne. I dlatego fajnie się je czyta.

Animacje lat 90tych – Hanna-Barbera, Warner Bros, Cartoon Network

Tutaj można by rozpisać oddzielny elaborat tylko o produkcjach z każdej z tych stajni. To właśnie te kreskówki są odpowiedzialne w dużej mierze za nasza edukację w temacie muzyki klasycznej (Tom&Jerry), innemu spojrzeniu na prawa fizyki (Kojot i Struś Pędziwiatr) czy zainteresowanie się nauką (Laboratorium Dextera). Jeżeli coś ma spaść na głowę naszego bohatera, to pierwsze Wasze skojarzenia będą takie same – kowadło, 1000 ton albo fortepian. Czyli nieśmiertelne klasyki.

Filmy Mela Brooksa

Kosmiczne Jaja, Płonące Siodła, Robin Hood, Faceci w Rajtuzach, Dracula – Wampiry bez zębów. Producenci – tych komedii wstyd nie znać. Brooks udowodnił, że komedia może wskoczyć na wyższy poziom – zatrudnić znanych aktorów, mieć budżet godny filmowi kina akcji i mieć naprawdę ambitny scenariusz. Choć filmy wydają się być sklejką żartów, w rzeczywistości są jedną, wielką autoironiczną krytyką wszystkich oklepanych schematów i komediowej sztampy. Filmy Mela Brooksa często śmieją się z same z siebie, łamią czwartą ścianę i zawsze puszczają oko do widza, by ten nie zapomniał nawet na chwilę, że ogląda gigantyczny żart, a nie poważne kino. Dziś, rzadko który twórca potrafi tak doskonale lawirować między kiczem a ambitną komedią.

Czy leci z nami pilot

Tę pojedynczą, szczególną produkcję przytaczam tu z jednego powodu – nieprzewidywalności gagów, braku logiki i genialnej dosłowności. Gdy pada kwestia o pilocie, który trzęsie się ze strachu jak galareta, a następnie kamera pokazuje wielką galaretkę w stroju pilota, można stracić płuca. Absurd goni absurd, czasami trudno się połapać czy scena, którą oglądamy pcha fabułę filmu do przodu, czy jest jedynie kolejną wstawką niekiedy pozbawioną sensu czy końcowego wyjaśnienia. To także film z serii "zawsze patrz na tło", bo często to właśnie tam dzieje się komediowa przeciwwaga do pseudo poważnego planu pierwszego (dokładnie jak w innych filmach z Leslie Nilsenem).

Wymieniać można jeszcze długo, ale warto poszukać w pamięci samemu. Nadmienić trzeba oczywiście Latający Cyrk Monthy Pythona, który inspiruje absurdem, ale który bardzo ciężko przełożyć na rodzimy rynek. Podobnie, jak doskonałe w dialogach Keeping Up Appearances oraz Fawlty Towers.

Zachęcam Was do szukania inspiracji w źródłach, o których być może dziś nie pamiętacie, w czymś co bawiło Was jako dzieci i nastolatki. Coś co trafiało do Was wtedy, gdy jeszcze nie zastanawialiście się, dlaczego właściwie Was to śmieszy. Tam bowiem leży najlepsze źródło uniwersalnego humoru.

Autor: Grzegorz Barański

29.07.2016 16:41

Komentarze

ramzesmt, 25.08.2016 23:10
Wspaniały artykuł. Daje do myślenia. Esencja mądrego Dakanna.
10.08.2016 19:42
Dlaczego nikt nie komentuje mediakraft?

Wgraj plik


Prześlij plik z komputera.
Niniejszym potwierdzasz, że posiadasz wszelkie niezbędne prawa do publikowanych przez Ciebie materiałów. W przypadku gdy dojdzie do złamania przez Ciebie praw osób trzecich lub publikowane materiały będą szkodliwe dla dzieci, zastrzegamy sobie prawo ich usunięcia w każdym momencie.

Zrób zdjęcie


Edytuj wideo


Dodaj komentarz


Zgłoś komenatrz


Czy naprawdę chcesz zgłosić ten komentarz jako nieodpowiedni?


cancelaboheader


cancelabotext


Szukaj



Subskrybuj kanał


Otrzymujesz powiadomienia o publikacji nowych filmów.



Czy na pewno chcesz to usunąć?

Kontrola Chromecast


zaloguj się na urządzeniu mobilnym


Odwiedź